DLACZEGO KRUKLIN?
Dawno, dawno temu, kiedy ziemię mazurską porastały nieprzebyte puszcze, w ubogiej chacie żył młody rybak wraz z żoną i malutkim synkiem. Chociaż życie było ciężkie a sąsiad od sąsiada daleko, nigdy nie myślał o opuszczeniu ukochanej ziemi.
– Ryby ci tutaj dostatek, ziemi do zasiania niemało a i cisza i spokój wokół – myślał paląc fajeczkę.
Jeden tylko problem spędzał mu sen z oczu. Jak nazwać osadę, w której mieszkał?
Codziennie rano szykował swoją malutką łódkę, składał sieci i wypływał na połów. Tego dnia wstał wcześniej niż zwykle. Chciał zobaczyć wschód słońca. Wypłynął na jezioro i zarzucił kotwicę. Widział stąd pobliski brzeg i bezmiar wody. Było cicho i spokojnie. Nagle ogromna, żółta kula zaczęła wyłaniać się z jeziora. Jej promienie oświetlały taflę wody, która mieniła się kolorami tęczy. Ptaki rozśpiewały się, ryby zaczęły pluskać w wodzie.
– Co za wspaniały widok – pomyślał rybak. – Jestem szczęściarzem mogąc takie dziwy natury oglądać.
Zarzucił sieci i siedział w skupieniu. Ryba nie brała, ale Marcin wcale się tym nie przejmował. Upajał się rześkim powietrzem i bajecznym wschodem słońca. Nagle jego wzrok przykuł widok siedzących na pobliskim drzewie kruków. Nie lubił tych ptaków. Żona zawsze powtarzała, że przynoszą nieszczęście i są wysłannikami złych czarownic.
– Pewnie dlatego ryba nie bierze, bo te przeklęte ptaszyska gapią się na moje sieci. Zaczarowały wodę i nic z mojego połowu nie będzie – powiedział głośno.
Siedział jednak dalej i przyglądał się to falom odbijającym się od brzegu, to stadku kruków. Już nawet sen zaczął go morzyć, gdy spostrzegł, że fala wyrzuciła na brzeg dużego lina.
– Ryba pewnie podpłynęła zbyt blisko brzegu i przypłaci to życiem. Tylko patrzeć jak to stado rzuci się na nią. Szkoda, taki piękny okaz – powiedział rybak do siebie.
I rzeczywiście jeden z kruków sfrunął z drzewa i stanął na brzegu. Przyglądał się miotającej się na wszystkie strony rybie. Lin ostatkiem swoich sił podnosił olbrzymi łeb i łapał powietrze. W pewnym momencie przemówił ludzkim głosem.
– Ratuj mnie kruku, tak bardzo chcę żyć i pływać w tych pięknych wodach.
– Nie martw się, pomogę ci – powiedział kruk.
Ptak stanął nad rybą i ku zdziwieniu rybaka chwycił ją dziobem za ogon. Próbował ciągnąć ją w stronę wody. Rybak wytężył wzrok. To był niesamowity widok.
– Kruk stara się pomóc rybie – wyszeptał. – To ci widowisko.
Ta sytuacja trwała kilka minut. Lin miotał się na wszystkie strony, a ptak spychał go do wody. Leżał teraz na brzegu i łapał powietrze. Widać było, że i kruk traci siły, ale wciąż nie rezygnował. Szarpał lina i ciągnął ku wodzie. Nagle nadeszła duża fala. Ptak wykorzystał ten moment i szarpnął rybę gwałtownie wciągając ją do wody. Lin zanurzył łeb w falach, poczuł przyjemny chłód wody i zginął w jej nurcie. Kruk odfrunął i usiadł na gałęzi czyszcząc zamoczone pióra.
Marcin, będąc pod wrażeniem tego, co zobaczył i usłyszał , siedział oniemiały. Nagle do jego uszu doszedł głośny plusk wody. To lin płynął blisko tafli jeziora i mocno, a jak radośnie chlapał ogonem. Widać było, że dziękował krukowi za uratowanie życia.
– Serce raduje się człowiekowi kiedy widzi, że nie tylko sąsiad sąsiadowi bratem, ale i przyroda dla siebie łaskawa –powiedział Marcin. – Kruk i lin, kruk i lin – powtarzał.
Nagle krzyknął, jakby dostał olśnienia .
– Już wiem, osadę swoją Kruklinem nazwę na pamiątkę tego, co tu zobaczyłem.
I tak się stało. A wieś Kruklin istnieje do dziś. Elżbieta Agnieszka Makowska